Pamiętacie czasy, gdy internet był zbiorem ludzkich myśli, błędów i pasji? Witamy w styczniu 2026 roku, gdzie sieć przypomina raczej gigantyczną farmę serwerów AI piszących do siebie nawzajem.
Uroboros AI: Internet, który zjada własny ogon
Uroboros to zgodnie z definicją z Wikipedii ” symbol przedstawiający węża z ogonem w pysku, który bez przerwy pożera samego siebie i odradza się z siebie. Powstał najpóźniej w starożytnym Egipcie, w XIV w. p.n.e.; był potem używany w starożytnej Grecji[potrzebny przypis], średniowieczu i nowożytności”.
Dziś przeglądarka nie jest już oknem na świat – jest filtrem. Wbudowane modele AI skracają nam czas, podając gotowe odpowiedzi. Wydaje się to genialne, dopóki nie zdamy sobie sprawy z mechanizmu rekurencji, który tu zachodzi. AI uczy się na danych z sieci, które… w kwiększości zostały wygenerowane przez AI w poprzednim cyklu.
GenAI i zjawisko Model Collapse
Naukowcy ostrzegali przed tym już dawno: jeśli modele będą trenowane na danych syntetycznych, ich jakość zacznie drastycznie spadać. W 2026 roku widzimy to gołym okiem. Informacje stają się „uśrednione”, wyprane z niuansów, a co gorsza – błędy i konfabulacje ulegają utrwaleniu.
LLM + halucynacje – gdy kłamstwo staje się faktem
Najbardziej przerażające jest zaufanie użytkowników. „Przecież AI tak napisało, powołując się na portal X”. A portal X to farma treści sterowana przez skrypt, który rano „przepisał” halucynację z innego bota. Tak powstaje nowa definicja prawdy: prawda to błąd, który został powtórzony wystarczającą liczbę razy przez wystarczającą liczbę algorytmów.
W tym rekurencyjnym świecie coraz trudniej o autentyczność. Dlatego tak bardzo cenię sobie dziś treści, pod którymi podpisuje się człowiek – ze swoimi emocjami, subiektywizmem i realnym doświadczeniem (jak choćby mój pszczelarz w skarpetkach!).
W 2026 roku musimy być jak detektywi. Szukać pyłku kwiatowego w miodzie i ludzkiego śladu w tekście. Inaczej zgubimy się w cyfrowym lustrze, które nie pokazuje już rzeczywistości, a jedynie własne wyobrażenie o niej.

